Naszą witrynę przegląda teraz 165 gości 

Zaloguj się



Objaśnij przyczyny zbrodni popełnionej przez Raskolnikowa na podstawie fragmentów książki „Zbrodnia i kara” F. Dostojewskiego. PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
„Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego to utwór wielogatunkowy: znajdziemy w nim elementy powieści psychologicznej, polifonicznej, społecznej i filozoficznej. Osobą popełniającą tytułową zbrodnię jest główny bohater utworu, Rodion Romanowicz Raskolnikow, 21-letni były student prawa. Trzecioosobowy narrator ukazuje nam pełny obraz rozchwianej psychiki tego młodego mężczyzny, która, jak wynika z utworu, nie jest jedynym powodem morderstwa, jakiego się dopuścił. Dokładna analiza fragmentów powieści pozwala stwierdzić, iż przyczyny tej zbrodni są daleko bardziej złożone.
Dostojewski umiejscowił akcję swej powieści w dziewiętnastowiecznym Petersburgu. Czytelnik zapoznaje się z wyglądem miasta oczami przechadzającego się po nim Raskolnikowa. Im dłużej trwa owa wędrówka, tym bardziej miasto to sprawia wrażenie nieprzyjaznego i przygnębiającego. Czytelnik doznaje uczucia, iż Petersburg odejmuje chęci do twórczego działania, „odpycha” swoich mieszkańców, dając poczucie stagnacji i zrezygnowania.
Główną dzielnicą Petersburga jest Plac Sienny, znany z uprawianej tam prostytucji. Prowadzące do niego uliczki są klaustrofobiczne i ciemne, a kamienice, które stanowią ich granice są wysokie, wąskie, z małymi oknami. To typowy przykład budynków zamieszkałych przez ludzi biednych, pochodzących często z marginesu społecznego. W obrębie Placu Siennego znaleźć także można liczne przybytki uciechy cielesnej, działające demoralizująco szynki oraz knajpy, w których zazwyczaj przesiadują pijacy, bezrobotni i rzezimieszki. Niemal wszędzie spotkać można prostytutki, rozmaite indywidua, ludzi ubranych osobliwie, jeśli nie powiedzieć dziwacznie. Nierzadkim widokiem są także pogrążeni we własnych myślach artyści, studenci czy „pół-wariaci”, jak określił ich sam Dostojewski, by opisać ludzi reprezentujących sobą brak jakiegokolwiek ładu.
Kolejnym miejscem, na opis którego autor kładzie szczególny nacisk, jest izdebka Raskolnikowa. Dostojewski opowiada o niej używając wszelkich możliwych zdrobnień, aby podkreślić jej niewielkie rozmiary:
„Była to maluteńka komóreczka, długa może na sześć kroków (…)”.
Ponura i zapyziała, powodowała uczucie wstrętu. Ze ścian odstawały żółte tapety, a sprzęty, które z ledwością upchnięto, niejeden wahałby się nazwać meblami.
Niewątpliwie miejsce to, tak jak i prawie cały Petersburg, działa na psychikę Raskolnikowa niezwykle przygniatająco. Sam bohater zdaje się potwierdzać to podczas rozmowy z Sonią:
„(…) jak te niziutkie sufity i ciasne izdebki przygnębiająco oddziaływają na duszę i umysł! Och, jakże ja nienawidziłem tej swojej nory!”
Rodion Romanowicz Raskolnikow jest osobą nieprzewidywalną, wierzącą w utopijny obraz świata. Sam siebie zalicza do grupy osób „uświadomionych”, na „wyższym poziomie”, które mogę decydować o życiu bądź śmierci innych, „gorszych” jednostek. Dręczą go wizje i koszmary senne, które odzwierciedlają jego rozchwianą psychikę. Raskolnikow ma poczucie niedoceniania przez społeczeństwo, osamotnienia oraz własnej krzywdy. Jako osoba „namaszczona” poczuwa się do obowiązku spełnienia jakieś misji, „oczyszczenia” świata z niepotrzebnych nikomu ludzi, nazywanych przez niego pogardliwie wszami.
Podczas rozmowy z Sonią, Raskolnikow prowadzi rozważania dotyczące zbrodni, jaką popełnił. Niejednokrotnie dialogi te przechodzą w monologi bohatera, zadającego wiele pytań, na które po jakimś czasie sam znajduje odpowiedzi. O rozchwianej osobowości Raskolnikowa świadczą liczne wahania i negacje powodów zbrodni, jakie uprzednio podawał Soni. Podczas tej rozmowy wyliczyć można wiele takich wypowiedzi, np.:
„(…) może chciałem pomóc matce, ale… i to nie jest całą prawdą…”
„Zabiłem więc nie po to, żeby pomóc matce – bo to nie prawda!”
Bohater tłumaczy Soni swoje zachowanie na wiele różnych sposobów, jednakże, nie jest to tłumaczenie osoby chcącej oczyścić się z zarzutów. Raskolnikow wielokrotnie pogrąża się przed dziewczyną, która rozpaczliwie próbuje podsunąć bohaterowi powód zbrodni mogący usprawiedliwić jego czyn. Raskolnikow jednak nie zważa na jej trudy, dodatkowo podkreślając, iż morderstwo nie było popełnione z pobudek egzystencjalnych:
„(…) gdybym ją zabił tylko dlatego, że przymierałem głodem (…) – to teraz byłbym s z c z ę ś l i w y! Musisz to wiedzieć!”
Wewnętrzne rozdarcie bohatera zdaje się ujawniać w występujących na zmianę momentach uniesienia oraz rezygnacji, załamania. W jednej z wersji tłumaczących zbrodnię, Raskolnikow przyrównuje się do Napoleona, uważa go za swój autorytet i wzór do naśladowania:
„(…) zabiłem, bo chciałem być jak Napoleon…”
Przed zabiciem lichwiarki zastanawia się, co Bonaparte zrobiłby na jego miejscu, czy wahałby się zamordować. Dochodzi do wniosku, że morderstwo to jest sprawą na tyle błaha, iż Napoleon potraktowałby je zupełnie beznamiętnie, przeszedłby nad tym czynem do porządku dziennego:
„(…) i… w zgodzie z tym, jak postąpiłby mój autorytet… zamordowałem.”
Kolejnym domniemanym powodem zbrodni jest brak pieniędzy na edukację, rozwój naukowy. Bohater chciał „stworzyć sobie już na początku solidne podstawy kariery i pewnym krokiem wejść na nową, niezależna drogę”. Raskolnikow doskonale zdawał sobie sprawę, iż popełnia przestępstwo, dlatego sam siebie gani, gdy, wykładając powody swojego czynu, zaczyna bezwiednie oczyszczać się z zarzutów. Nie przeszkadza mu to jednak w dalszym snuciu rozważań o motywach przestępstwa. Z jego monologu wynika, iż uważa się on za jedynego w swoim rodzaju śmiałka, który odważył się rozprawić z szumowinami zamieszkującymi świat. Jednocześnie wygłasza przekonanie, iż do czynu tego zachęcił go sam szatan.
Raskolnikow przyznaje się do tego, że po głębszych przemyśleniach sam doszedł do wniosku, iż tak naprawdę nie ma prawa decydować o ludzkim życiu. Ponadto dodaje, iż nie jest Napoleonem, jak wcześniej przekonywał. Punktem kulminacyjnym jego rozmowy z Sonią jest podanie przez Raskolnikowa szokującego, lecz prawdopodobnie najbardziej autentycznego powodu popełnionej przez niego zbrodni:
„Po prostu zabiłem; zabiłem w swoim imieniu, zrobiłem to dla siebie samego”.
Z pełnych uniesienia wyznań Raskolnikowa wynika, iż morderstwo, jakie popełnił, było tylko i wyłącznie metodą na sprawdzenie swoich możliwości. Bohater koniecznie chciał się dowiedzieć, czy należy do grona „wyższych istot”, ludzi „uświadomionych” i rozumował, iż tylko przez popełnienie zbrodni może dowieść swojego człowieczeństwa. W tym momencie zauważyć można, iż Raskolnikow podświadomie dzieli społeczeństwo na klasy. Bohater używa terminu „człowiek” by określić osoby, które zdolne są przekroczyć pewną granicę, zdobyć się na czyny, których pozostali – przez Raskolnikowa zwani wszami – nigdy by nie popełnili.
Po tak szokującym wyznaniu bohater, zdaje się, zupełnie opada z sił, a jego bunt i przekora zostają zastąpione przez zwątpienie i uczucie frustracji.
„Czy zabiłem staruszkę? Siebie zabiłem (…), ukatrupiłem wtedy na wieki!”
Słowa te są przejawem ogromnego poczucia osobistej porażki po popełnieniu morderstwa. Raskolnikow nie potrafi pogodzić się z dokonaną zbrodnią, nie zdaje egzaminu, przed jakim z własnej woli stanął. Jego załamanie przejawia się w jego pełnym boleści i desperacji apelu:
„Dość już tego, Soniu, dość! Zostaw mnie w spokoju, zostaw mnie!”
Podsumowując, uważam, iż popełnienie zbrodni przez Raskolnikowa wynikało z wielu skomplikowanych przyczyn. Główną z nich jednak, jak ostatecznie bohater sam przyznał, była chęć sprawdzenia siebie samego. Wynikała ona z uczucia niedocenienia przez społeczeństwo, a także z jego prywatnych teorii wyższości jednostek. Myślę, iż popełnienie tej zbrodni umożliwiły mu także warunki i czasy, w jakich żył – dziś jego dziwne zachowanie wzbudziłoby większe podejrzenia społeczeństwa i prawdopodobnie zapobiegłyby temu tragicznemu czynowi. Raskolnikow, poprzez swoje zachowanie, ukazał wielką słabość charakteru, gdyż nie był w stanie walczyć z ciemną stroną swojej osobowości – uległ, zamiast z nią walczyć. Dlatego też, niezależnie od pobudek i okoliczności czynu, nic nie usprawiedliwia popełnionych przez bohatera zbrodni.